środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 7

W tym momencie wyciągnęłam potrzebne rzeczy nie zwracając uwagi na tego (wciąż leżącego) debila. Harry zamknął moją szafkę i całą szóstką powędrowaliśmy w stronę sali informatycznej. Odchodząc usłyszałam jak powiedział do mnie
-Jeszcze tego pożałujesz szmato!-Znów zaczęłam się denerwować. Bo skoro wiedział że się tu przeniosłam, wiedział która to moja szafka, to pewnie też wie, który to mój dom. Chłopcy tego nie usłyszeli. Ja za to mocniej wtuliłam się w Zayna.
-Dziękuję wam...-wyszeptałam
-Przecież wiesz, że nie masz za co!-Rozpromienił się Niall
-Mam. Uratowaliście mnie. Gdyby nie wy... nie wiem co by mi zrobił. Tak to się zaczęło, u mnie w szkole, w Polsce...-cały czas się go boję.
-Z nami nie musisz!-próbował mnie rozweselić Louis-Będziemy cały czas przy tobie! Rano będziemy z tobą chodzić do szkoły, a po niej cię odprowadzać. Na przerwach też będziemy z tobą. Nigdy  nie będziesz sama!
-Nawet w toalecie???!!!-udawałam załamaną
-No dobra. Na to możemy zrobić wyjątki.
-Każdy będzie z tobą! Albo pojedynczo albo w grupkach albo wszyscy razem-zapewniał mnie Harry
-Każdy prócz mnie...-posmutniał nagle Liam
-Co? Czemu? Co się dzieje?-szybko go zapytałam
-Jutro muszę wyjechać. Na cały miesiąc... Dziś rano dzwoniła do mnie mama, że wyjeżdżamy do Australii bo mój ojczym zmarł...-jego głos się załamał- Miałem wam powiedzieć, ale zdarzyło się to...-odkleiłam się od Malika i przytuliłam do Payna, bo już staliśmy pod klasą.
-Współczuję ci. Mój ty biedaku. Będziemy za tobą tęsknić-i teraz robiliśmy grupowego miśka, ale bez jednego kolegi... bez Zayna. Dopiero gdy odeszliśmy od siebie, Niall zaobaczył, że mój chłopak już jakąś chwilę temu, poszedł sobie od nas. Szedł w stronę z kąd tu przyszliśmy. Przestraszyłam się,że idzie dokopać Austinowi. Przeprosiłam chłopców i pobiegłam do czarnowłosego.
-Gdzie idziesz?-zapytałam zestresowana
-Wróć do chłopaków-nie był to przyjemny ton
-Powiedz mi! Proszę!-zatrzymał się, to zły znak
-Wróć. Do. Chłopaków!-pierwszy raz, zaczęłam się bać
-Nie! Powiedz mi gdzie idziesz!-byłam stanowcza lecz w środku, cała się trzęsłam
-Nie powiem ci! Nie mogę... Będziesz zła i będziesz się martwić-nie wiem co on sobie myślał
-Czyli sądzisz że teraz jestem PRZEszczęśliwa i WOGÓLE się nie martwię?!-chyba nigdy nie byłam wobec niego tak sarkastyczna i... jakby to powiedzieć... ostra?
-Ada, idź do nich bo i tak ci nic nie powiem!-podniósł głos, na co się wzdrugnęłam
-Aha, no to fajnie. Wiesz, bo ja myślałam, że jak się z kimś jest to się nie ma tajemnic przed tą drugą osobą. Jednak się myliłam...-mój głos się załamał. Nie potrafiłam być dalej silna. Popłakałam się i uciekłam do Louisa. On mnie zawsze rozumiał.


~~~~Zayn~~~~


''Kurwa, chyba ją tym zraniłem'' pomyślałem sobie. Ale nawet jeśli, to nie mogłem jej powiedzieć. Od razu kazałaby mi wracać. Nie pozwoliłaby mi na to co chciałem zrobić. Teraz pewnie znów płacze. Ale tym razem przeze mnie. Źle się z tym czułem. Lecz nie mogłem za nią teraz pobiec. Pewnie i tak, nie chciałaby mnie słuchać...
OK. Już prawie jestem. Już wyobrażam sobie, co się zaraz będzie tu działo... Tylko żeby Ada się nie dowiedziała... Oby też inni tego nie widzieli. O tym co chciałem zrobić wiem tylko ja i Louis. To mu mówię wszystko. To z nim się najbardziej przyjaźnię z chłopaków.
Dobra, nikogo kto mógły to widzieć a nie powinien nie ma. Już miałem się odezwać, gdy dostałem sms'a od Louisa ''Nie rób tego. Dla dobra swojego i Ady'' Ale ja już tego nie kontrolowałem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz