poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 4

Przez całą lekcję czułam na sobie wzrok Styles'a, gapił się na mnie ale się nie odzywał. Siedzieliśmy w czwartej ławce w środkowym rzędzie. Przed nami był Liam i Niall a za nami Zayn i Louis. Dostałam karteczkę od Malika ''Jeśli ten debil Ci przeszkadza, powiedz a zaraz dostanie w pysk. xxx''-odpisałam mu tak: ''Nie martw się słodziutki :* Pewnie mu teraz zazdrościsz, co?!''-oddałam mu kartkę nie odwracając się do niego. Nie odpisał, lecz usłyszałam jak mówi do Tomlinsona (wiedziałam już jak każdy się nazywa): -Wkurza mnie ten idiota!
'A jednak! Był zazdrosny! ha' W końcu zadzwonił oczekiwany dzwonek na przerwę. Zaczęłam się pakować nie wiedząc, że ktoś na mnie czeka. Gdy tylko wstałam wyprostowana usłyszałam czyjś szept
-Hej aniele! Jestem Justin. A ty Ada, prawda? Nie zadawaj się z tymi ciołkami... Oni nie są Ciebie warci- wtedy popatrzyłam na niezbyt wysokiego blondyna o krótkich włosach
-Zgadłeś moje imię, to tyle co do naszej znajomości. Ponieważ nie mam już pięciu lat, sama zdecyduję z kim będę się zadawać, pozwolisz?-nie czekając na odpowiedź odeszłam od niego i wyszłam z klasy. Wtedy ktoś złapał mnie za rękę
-Co on od ciebie chciał?- zapytał lekko wkurzony Zayn
-Nic takiego, nie musisz się denerwować. Gdzie teraz mnie zaprowadzisz?-zmieniłam szybko temat, wiedziałam czym by to groziło jakbym mu powiedziała konkretniej, o co chodziło blondynowi Wtedy on wyszedł z triumfalnym uśmiechem z klasy ( nie wiem z kąd u niego ten zaczesz, ale trudno) i od razu dostał z pięści w twarz. Prawie upadł.
-Jeszcze raz ją zaczepisz, a dostaniesz o wiele mocniej! Dobrze wiesz Bieber na co mnie stać! A teraz odwal się od niej i się z tąd zmywaj, póki jeszcze masz czas!-podniósł głos mój (może) nowy chłopak i objął mnie w pasie. Nie powiem, było  mi naprawdę przyjemnie w jego objęciu. Naprawdę mi się spodobał. Ale tego Justina od razu nie polubiłam i żeby go troszkę poddenerwować, dałam czułego buziaka Mailkowi w policzek.
-Nie jesteś jej wart Malik, lepiej żebyś się z nim nie zadawała maleńka. Rozkocha się w tobie a potem jakby nigdy nic, rzuci!- Po tych słowach szybko odszedł od nas chcąc uniknąć kolejnego ciosu od ciemnowłosego. Bez słowa ruszyłam sama odrywając się od niego w stronę mojej szafki. Lecz gdy tylko zobaczyłam kto tam stoi, zaczęłam biec w przeciwną stronę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz